www.topstars.pl

Najlepsze zdjęcia w sieci!

Bądź z nami na salonach!

Zbierał butelki i… ślimaki

Przystojny aktor wychował się w bardzo skromnych warunkach, bez ojca. A jednak ocenia swoje dzieciństwo jako szczęśliwe!


Krystian Wieczorek mówi o sobie, że jest aktorem na dorobku, który nie ma nawet auta. Jednak gwiazdor seriali jest dziś zadowolony, bo sukces osiągnął swoją ciężką pracą, bez niczyjej pomocy. Tego uczyła go mama, dzięki której aktor zarobił pierwsze pieniądze:
– Miałem 12 lat. W domu brakowało pieniędzy, więc sezonowo dorabialiśmy razem z mamą zrywając owoce- wiśnie, porzeczki. Albo zbieraliśmy… ślimaki. To była wyjątkowo żmudna robota, chodziło się godzinami po trawach, łąkach. Najwięcej ślimaków było po deszczu, ale nigdy nie był to wielki zarobek. Czasem przez cały dzień nie udało mi się uzbierać nawet woreczka. Ślimaków zawsze było za mało, wiśnie za wcześnie się kończyły… Trochę lepiej wychodziłem na butelkach. Za pierwsze pieniądze kupiłem sobie puszkę coli- to było coś, zapach zachodu, smak lepszego życia. Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało.– wyznaje Krystian Wieczorek w wywiadzie dla „Świata kobiety”.

Mimo pracy w tak młodym wieku, aktor wyznaje dziś, że często nie miał podstawowego wyposażenia ucznia!
– Doskonale pamiętam talony na rzeczy do szkoły. Mama czekała na wypłatę, a kiedy już dostała pieniądze, wszystko było wykupione. Koledzy wszystko mieli, nowe, pachnące, a ja taką partyzantkę- połowy rzeczy w ogóle nie było, a reszty lepiej było nie pokazywać. Pamiętam, że strasznie się tego wstydziłem.– wspomina aktor.

Krystian Wieczorek wyznaje też, że jako dziecko zazdrościł kolegom tego dostatku, jaki mogli zapewnić im rodzice. Ciekawe, ilu ówczesnych kolegów szkolnych z kolorowymi piórnikami i nowymi plecakami dziś… zazdrości kariery Krystianowi Wieczorkowi!


Wpisz komentarz

  1. 6 czerwca 2012 15:15

    Anna Świątkowska:

    Szperając w internecie przypadkowo natknęłam się na ten artykuł. Nie oglądam tv, nie śledzę polskich seriali, gdyż nie mam na to czasu, więc nie znam też mężczyzny, którego ów artykuł dotyczy. Jednak po jego przeczytaniu nie mogłam go nie skomentować.Nie wiem ile jest prawdy w opublikowanym tu tekście, ale jeżeli prawdziwe są fakty o których Pan wspomina to należy się Panu medal za szczerość. Oceniając to z punktu widzenia terapeuty mało jest ludzi potrafiących mówić o swoim ciężkim losie i o tych rzeczach zbyt nieprzyjemnych. Wiem o tym bo od lat pracuję z ludźmi którzy nie potrafią poradzić sobie z przeszłością a największy problem sprawia im własnie rozmowa na ten temat. Pan zdecydował się opowiedzieć jak to kiedyś było…nie wstydził się Pan tego…pewnie rozgryzać to jest ciężko, ale Pan to zrobił i dlatego powinien być Pan przykładem dla tych,którzy tego nie potrafią.Ja też znalazłam się kiedyś w podobnej sytuacji. Teraz wspominam to z uśmiechem na ustach, ale było ciężko!!!Wiem co znaczy ciężka praca i zazdrość tego co inni mieli a ja mieć nie mogłam.Dlatego tak doskonale Pana rozumiem. No cóż to tyle z mojej strony. Cieszę się,że mogłam sobie troszkę pogadać ;)Pozdrawiam i życzę wielu sukcesów a i również gratuluję Pana mamie za to,że nie mając przy sobie pomocnej ręki mężczyzny wychowała Pana na wartościowego człowieka.

  2. 6 czerwca 2012 23:39

    berts:

    hehe…..brak słow…zbierał ślimaki….

Podobne posty:

/* */?>