www.topstars.pl

Najlepsze zdjęcia w sieci!

Bądź z nami na salonach!

24 pytania do Cejrowskiego! [wywiad]

Zacząłem robić zdjęcia, potem je sprzedawać i tak jakoś działam do dzisiaj – opowiada Wojciech Cejrowski, jeden z najpopularniejszych polskich podróżników; dziennikarz i… aktor.


Kim chciał Pan być w młodości- podróżnikiem, dziennikarzem, pisarzem, politykiem, a może księdzem?

Niech Pan nie udaje, że się Pan nie przygotował do rozmowy. Przecież Pan doskonale wie, że chciałem zostać papieżem. Plany zmieniłem, gdy wybrali Wojtyłę. A podróżnikiem zostałem przypadkowo – nie lubię zimy, więc zacząłem na zimę odlatywać do ciepłych krajów. A ponieważ to było kosztowne, to musiałem jakoś zarobić na te wyjazdy. Zacząłem robić zdjęcia, potem je sprzedawać i tak jakoś działam do dzisiaj.

Jak zdobył Pan pieniądze na swoją pierwszą wyprawę?

Sprzedałem lodówkę, bo mi trochę brakowało na bilet, ale generalnie to ja po prostu zawsze zarabiam na siebie. Dzisiaj jest o wiele łatwiej, więc nie rozumiem studentów, którzy proszą mnie o sponsorowanie ich wypraw. Ja po prostu pracowałem wiele miesięcy, a potem miałem własne fundusze na wyprawę. Na przykład w Szwecji czyściłem stajnie z końskiego łajna. Miałem wodny karabin i końskie gówno latało w powietrzu, wpadało mi we włosy, w usta, w oczy, ale zarabiałem dobrze.

A z czego Pan żyje?

Z majątku, z inwestycji, z interesów, ze spekulacji ziemią, z czynszów za powierzchnie biurowe, które wynajmuję, z dywidend moich spółek, z tantiem autorskich, z handlu, honorariów, z napiwków (kiedy pracuję jako barman)… Lubię, kiedy pieniądze się kręcą i rozmnażają.

Czy nie obawia się Pan, że chodząc boso zrani Pan sobie stopy i zarazi się np. tężcem?

Na tężec jestem zaszczepiony, ale urazy stóp mam bardzo często. Wśród Indian stopy to 80% wszystkich urazów. U mnie trochę mniej, ale też sporo.

Jakie było najciekawsze miejsce na świecie, które Pan odwiedził?

To jest pytanie w stylu: A którą córkę Pan najbardziej kocha? Wiele miejsc ciekawych widziałem, ale nie umiem ich ustawić w porządku od najciekawszego do najmniej ciekawego.

Ma pan wśród przyjaciół i znajomych buddystów? Jeśli tak, to jak zareagowali na pana program?

Nie koleguję się z innowiercami, to niebezpieczne duchowo i katolik takich rzeczy unika. Znam ogólnikowo jednego, jedynego – na Facebooku występuje jako Chopin. Wydałem mu książkę podróżniczą „Prowadził nas los”. Od kilku lat bestseller. Płacimy tłuste honoraria. No i tyle mojej osobistej znajomości z buddystami. A reakcja Pana Chopina jest widoczna na Facebooku obok wielu innych.

Jest Pan wymagający, i chyba nie zawsze przyjemny. Może Pan nie lubi ludzi?

Są osoby których nie lubię, ale wówczas unikam spotkań. A jeśli do spotkania dojdzie, to staram się być grzeczny, choć nie muszę od razu być wylewny. A opinia, że jestem wymagający jest jak najbardziej uzasadniona! (śmiech) Ale mam współpracowników, których cieszą wysokie wymagania. Pobłażanie sobie powoduje, że człowiek w efekcie nie jest szczęśliwy, ani dumny. Fuszerka czasem daje kasę, ale nigdy nie przynosi satysfakcji.

Często znika Pan z kraju. Ile najdłużej mieszkał Pan poza Polską?

Przecież mieszkam.

A gdzie Pan ma bazę, drugi dom, z którego wyrusza na wyprawy?

Meksyk, Arizona, Ekwador.

Dokładniej…?

Cenię sobie prywatność i nie mam zamiaru informować o moich adresach. Domy mam w każdym z wymienionych miejsc.

Co Pana najbardziej tam ujmuje?

Prawość.

A gdyby na dobre został Pan na drugiej półkuli, czego by Panu brakowało?

Gdybym został, to znaczy, że niczego.

Nie brak tam Panu np. kina? Lubi Pan?

Nie znoszę kina europejskiego, kocham kino hollywoodzkie, ale wyłącznie lekkie i komercyjne. Gdy płacę za bilet, to wymagam szczęśliwego zakończenia. Kino to ma być przyjemność, a nie męczarnia, strach i krew.

Pan studiował aktorstwo. Nie tęskni Pan czasem za graniem?

Chciałbym kiedyś zagrać pełną rolę teatralną i kinową. Propozycję wystąpienia w filmie fabularnym dostałem. Będę wcielał się, niestety, trochę w siebie, więc nie pozostanie wiele miejsca na aktorstwo. Film amerykański, reżyser argentyński, rzecz dzieje się w Amazonii, ja jestem reporterem, trochę cwaniakiem, wynajętym przez gwiazdę rocka na wycieczkę do Indian. Moja postać ma tego rockmena cały czas robić w trąbę. To będzie komedia. Gram po angielsku i po hiszpańsku. Prosiłem, by wpisano mojej postaci coś polskiego do życiorysu, ale jeszcze nie wiem czy tak będzie.

Na kogo głosował Pan w ostatnich wyborach prezydenckich?

Niestety przez całe moje życie głosuję PRZECIW komuś, a nie ZA. Tym razem głosowałem przeciwko Tuskom, Komoruskom i Zdradkom oddając głos na Jarosława Kaczyńskiego, który reprezentuje (jako jedyny) opcję niepodległościową. Natomiast cała reszta towarzystwa – poza PiSem – usilnie pracuje na to, żeby Polska została sprowadzona do roli granicy niemiecko-rosyjskiej.

A nie marzyłby się Panu start w tychże wyborach?

Nie. Ja jestem wojownik, a nie negocjator. Polityk ma załatwić nasze sprawy, dogadać się, ma walczyć jak dyplomata, a ja się do dyplomacji nie nadaję. Mogę zostać dyktatorem, gdyby mi Naród zaproponował, ale prezydentem w demokracji nie!

Poprowadziłby Pan lekcję wychowania do życia w rodzinie?

Chętnie. Tylko kto mnie dopuści? (śmiech)

Jak zareagowałby Pan, gdyby Pana córka oświadczyła, że jest lesbijką?

Normalnie, tak jak każdy rodzic reaguje, gdy jego dziecko jest chore lub uzależnione. W takich przypadkach otaczamy naszych bliskich troską, opieką i pomocą w powrocie do zdrowia. Ze zboczeń homoseksualnych na świecie skutecznie leczy się od wielu lat. Niestety w Polsce, to dość trudne, więc pewnie skorzystałbym z pomocy któregoś z amerykańskich stowarzyszeń typu Monar, lub udał się po leczenie kliniczne do stowarzyszenia NARTH, skupiającego lekarzy wyspecjalizowanych w terapii uzależnień seksualnych.

Osoby ostro krytykujące homoseksualistów często są podejrzewane o to, że są kryptogejami? Także Pana podejrzewa się o to.

Nie krytykuję osób, tylko zboczone zachowania. Osoby należy leczyć, grzechy potępiać i zwalczać. Z powodu mojego zaangażowania jestem krytykowany. Kiedy brak argumentów merytorycznych, przeciwnik rzuca brudem. Trochę śmieszne jest, gdy homoseksualista używa słowa „kryptogej” jako obelgi pod moim adresem.

Czy warto toczyć spory światopoglądowe o aborcję, eutanazję, in vitro, obecność religii w szkołach? 

Sporów toczyć nie warto, bo tu się nie ma o co spierać – sprawa jest jasna: aborcja i eutanazja to morderstwo i należy je karać dożywociem.

Kiedyś powiedział Pan, że należałoby dokonywać samospaleń przed klinikami, w których dokonuje się aborcji. A aborterów wystrzelać. Dalej Pan tak uważa?

Tak uważam, bo skoro w obronie dorosłej osoby mamy prawo wyciągnąć broń i strzelać – robią to na przykład policjanci – to tym bardziej w obronie niewiniątek zabijanych w klinikach. Zabijanie dzieci to nie są żarty, to nie jest medycyna.

Jakie były najgorsze chwile w Pana życiu?

A bo ja wiem? Topiłem się ze dwa razy na poważnie. Raz do mnie strzelali, raz mnie torturowali… Ale czym jest dramatyzm? Tragedią? Nieszczęściem? Strachem? Czy może ważnym zakrętem życiowym?

A najlepsza?

Gdy Ona powiedziała „I love You”…

Opracował Tomasz Piekarski


Wpisz komentarz

Podobne posty:

/* */?>